
Splitboard vs narty skiturowe: wielka schizma 2026
Jest sezon 2026 i w końcu można to powiedzieć na głos: skitouring przestał być jedną, zgodną rodziną. Mamy dwa plemiona, dwa kościoły i dwie religie sprzętowe.
Żeby nie gadać o tym samemu do siebie, zaprosiłem Monikę. Monika jeździ i na nartach, i na desce od dobrych kilkunastu lat, do tego kitesurfuje, więc z wiatrem, ślizgiem i poruszaniem się na kawałku deski nie ma problemu - na stoku zjazdowo zawsze wybiera deskę, bo to po prostu daje jej więcej frajdy. W zeszłym sezonie wypożyczyła splitboard i zrobiła swoje pierwsze podejście. Teraz stoi przed pytaniem: w co inwestować - split czy narty skiturowe?
Mam w tej rozmowie coś więcej niż opinię z boku. Sam po nastu latach jazdy na snowboardzie przerzuciłem się na narty - właśnie z myślą o turach. Uczyłem się od zera. Nie było łatwo, ale nie żałuję. To nie znaczy, że deska nie ma swoich mocnych stron i o tym też porozmawiamy.
„Czy mogę ufać przyzwyczajeniom?”
- Problem w tym - zaczyna Monika - że nie wiem, czy mogę polegać na przyzwyczajeniach ze stoku. Wybór deski na resortowym zjeździe to czysta przyjemność. Nie mam pojęcia, czy ta sama preferencja przetrwa w terenie, gdzie nie zawsze są idealne warunki.
- Gdybym kierował się wyłącznie tym, co dawało mi więcej frajdy na stoku, zostałbym przy desce do dziś. Przesiadłem się, bo w górach liczy się coś więcej niż to, jak dobrze bawię się w dół. Liczy się też, jak bardzo zmęczony jestem, zanim w ogóle do tego dojadę.
Waga: różnica, którą czuje się w nogach
- To dla mnie największa różnica, jaka wpływa na całe doświadczenie w górach, nie tylko na zjazd. Kompletny zestaw splitboardowy - deska, wiązania, buty miękkie - waży realnie więcej niż zestaw skiturowy. Po długim podejściu ta różnica robi się brutalnie odczuwalna: nogi są zmordowane, a na zjazd zostaje mniej niż na początku dnia.
- To znaczy, że nawet jeśli uwielbiam deskę, po trzygodzinnym podejściu mogę być za zmęczona, żeby to poczuć? - pyta Monika.
- Dokładnie o to chodzi. Frajda z jazdy zakłada, że masz jeszcze siłę, żeby z niej skorzystać. Kolejna kwestia to tempo grupy. Na splitboardzistów zazwyczaj się czeka.
Lekcja pierwsza: Cięższy zestaw to mniej energii na to, co miało być nagrodą.
Puch i trudny śnieg: tu deska odbija sobie wszystko
- Zanim pójdziemy dalej, muszę cię jednak przy czymś zatrzymać, bo inaczej wyjdzie, że deska to same problemy, a tak nie jest. W głębokim puchu albo w ciężkim, łapiącym śniegu deska ma naturalną przewagę - większa powierzchnia utrzymuje ją na wierzchu tam, gdzie wąska narta chce się zaryć. Można to nadgonić szerszymi, cięższymi nartami, ale wtedy szybko dobijasz wagą do splita i tracisz właśnie tę przewagę, o której mówiłem wcześniej.
- Czyli w naprawdę głębokim śniegu to ty byś wolał deskę? - dopytuje Monika.
- W czystym puchu, bez długich, płaskich podejść - tak, bez wahania.
Jest jeszcze jedna rzecz, o której mało kto pamięta: przy upadku w głębokim śniegu wiązania splitboardowe się nie wypinają. Nie zgubisz deski pod śniegiem. Na nartach zdarza się odwrotnie - wiązanie zwalnia but, narta odpina się i ginie pod kopnym śniegiem, a jej odnalezienie jest często niemożliwe.
Lekcja druga: w głębokim, lekkim śniegu deska wygrywa dwa razy - lepiej się na nim utrzymuje i nie gubi się przy upadku tak łatwo jak narta.
Kije, łyżwa i grzązki śnieg - czego nie zrobisz na splicie
- Wracając do minusów splita: na płaskim trawersie czy łagodnym wzniesieniu na nartach po prostu odbijesz się kijami albo pojedziesz „łyżwą”. Na splicie tej opcji nie masz - musisz się wypiąć.
- To chyba nie jest wielki dramat? - pyta Monika.
- Na twardym śniegu nie. W grząskim, głębokim - owszem. Wypinasz się, próbujesz stanąć, i zapadasz się po pas. Płaski kawałek terenu zamienia się w kilkanaście minut walki, podczas gdy ktoś na nartach po prostu przejeżdża obok.
Lekcja trzecia: teren, który wygląda niegroźnie, bywa najbardziej frustrującą częścią dnia na splicie - właśnie tam, gdzie na nartach nikt nawet nie zauważy problemu.
Przejście i drobiazgi
Czas przepięcia to najmniej ważna z różnic, ale prawdziwa. Na nartach przejście z podejścia na zjazd jest szybkie - zdejmujesz fokę, przekręcasz wiązania, zapinasz buty i jedziesz. Na splicie, w ładną pogodę, to żaden problem. W śnieżycy czy przy silnym wietrze na szczycie zalodzone krawędzie połówek deski nie chcą się złączyć, a wiatr nie czeka, aż skończysz.
Do tego dochodzi jeszcze jeden drobiazg: do butów skiturowych dokupisz lekkie, kompaktowe raki. Do butów snowboardowych też są raki - koszykowe, w wersji „wide” - ale zauważalnie cięższe i bardziej masywne. To samo z harszlami.
Więc jednak nie taka prosta sprawa
- No dobra - mówi Monika - bo teraz to już naprawdę nie jest jednoznaczne. W puchu wygrywa deska, na płaskim i w złej pogodzie wygrywają narty.
- I to jest właśnie ta cała schizma w pigułce. Nie ma tu jednej dobrej odpowiedzi, jest tylko pytanie, na jakim terenie i w jakich warunkach jeździsz najczęściej. Jeśli twoje wymarzone wyjścia to strome, głębokie zjazdy bez długich, płaskich podejść - deska ma sens. Jeśli liczysz się z długimi trawersami, zmienną pogodą i różnym śniegiem w ciągu jednego dnia - narty dają ci więcej spokoju.
Monika na koniec mówi, że chyba jednak nie kupi niczego przed kolejnym wypożyczeniem - tym razem chce spróbować dłuższej tury na nartach, żeby poczuć różnicę na własnych nogach, zanim zdecyduje, po której stronie schizmy chce zostać na dłużej. To chyba najuczciwsza odpowiedź, jaką mogła dziś dać.
Do zobaczenia na podejściu, po którejkolwiek stronie schizmy się znajdziesz.