Splitboard na początek: kompletny zestaw i ile to kosztuje

Splitboard na początek: kompletny zestaw i ile to kosztuje

Od czego zacząć ze splitem w Beskidach: co wchodzi w zestaw, co pożyczyć, co kupić i po ilu dniach zwraca się własny sprzęt.

MIMichał Kwasieborski·

Zaczynałem na Pilsku od zwykłej deski i rakiet śnieżnych: rakiety na nogach, deska na plecach. Potem zacząłem wypożyczać splity, głównie w Szczyrku, i sprawdzałem, na czym dobrze mi się jeździ. Sprzęt dokupywałem po kawałku, a pełne ABC lawinowe skompletowałem dopiero przed pierwszymi wyjściami w Tatry.

Dziś zrobiłbym to samo, tylko szybciej. Deski na start nie kupujesz. Ogarniasz ciuchy, czyli wymieniasz snowboardowe ocieplane na górskie techniczne (takie do zakładania na cebulkę), a splita pożyczasz, dopóki nie wiesz, czy cię wciągnie. Używany komplet kosztuje do około 2500 zł i zwraca się po kilkunastu dniach w górach.

Beskidy, nie Tatry

Pierwszy sezon spędziłbym w Beskidach lub Bieszczadach. Długie, ale łagodne podejścia, zjazdy lasem albo szeroką polaną, bez żlebów. Raki i czekan zostają w domu. Na pierwsze wyjście polecam Pilsko albo Skrzyczne.

Najwięcej czasu schodzi na początku na przepinkę. Rozpinasz deskę, kleisz foki, a na górze robisz to samo od końca, zwykle na wietrze i zmarzniętymi palcami. Dlatego pierwszą przepinkę zrób w domu, na dywanie. Pierwsze wyjście może wypaść przy -15°C, w wietrze i zadymce, a wtedy nie ma czasu na "czytanie instrukcji". Zakosów na dywanie nie przećwiczysz. Tego uczysz się w terenie, najlepiej na łagodnym stoku.

Jazdę poza trasą ćwicz w ośrodku: wjeżdżasz wyciągiem, zjeżdżasz obok trasy i uczysz się deski w zmiennym śniegu i w puchu. Na splicie każdy taki zjazd kosztowałby cię godzinę podchodzenia. Sprawdza się też układ mieszany, w którym podchodzisz bokiem, poza trasą, a zjeżdżasz po sztruksie na stoku. Masz całe podejście na splicie i spokojny zjazd, a nogi ci za to podziękują.

Jeśli jeszcze nie wiesz, czy split, czy skitury, zajrzyj do tekstu „Splitboard vs narty skiturowe”.

Co wchodzi w zestaw

Na zwykły snowboard składa się deska, wiązania i buty. Przy splicie dochodzi sporo więcej:

  1. deska, która rozpina się wzdłuż na dwie połówki: na podejściu idziesz na nich jak na nartach, przed zjazdem spinasz je z powrotem,

  2. pucki przykręcone do deski: w trybie zjazdowym wsuwasz na nie wiązania i to one trzymają obie połówki razem,

  3. wiązania splitboardowe: na podejściu mocujesz je wzdłuż każdej połówki, z wolną piętą, a do zjazdu przekładasz w poprzek, na pucki,

  4. foki, czyli pasy z włosiem przyklejane do ślizgu, żeby deska nie uciekała do tyłu,

  5. kije, które przy podchodzeniu działają jak na nartach, a w czasie zjazdu siedzą w plecaku,

  6. harszle, czyli noże pod wiązania na twardy, zmrożony śnieg,

  7. buty: na start twoje snowboardowe, później splitboardowe z trybem chodzenia,

  8. plecak na ciuchy, kije i sprzęt lawinowy,

  9. ABC lawinowe, czyli detektor, sonda i łopata, tam gdzie lawina jest realna.

Deskę wybierałbym od razu z fokami dociętymi pod jej kształt. Uniwersalne foki dotniesz sam, ale to robota na cały wieczór i łatwo coś spaprać. Upewnij się też, że w zestawie są pucki. Nie zawsze są w pudełku, a bez nich nie zjedziesz.

Wiązania splitboardowe mają wolną piętę na podejściu i podpórką pod nią, którą podnosisz na stromym fragmencie. Do wiązań mocujesz harszle. Przed zakupem warto sprawdzić system mocowania, bo nie każde harszle pasują do każdych wiązań.

Na start nie kupuje specjalnych butów splitboardowych, na pierwsze wyjścia wystarczą miękkie snowboardowe. Splitboardowe mają tryb chodzenia i podeszwę Vibram, więc mniej obcierają na długim podejściu i lepiej trzymają na kamieniach, mają też system mocowania do półautomatycznych raków.

Sprawdzają się kije teleskopowe albo składane, żeby przed zjazdem schować je do plecaka. Harszle dokupiłbym później. W łagodnym terenie przydają się rzadko, ale rano na zmrożonym trawersie bez nich krawędź może uciec. Plecak 25–35 l zmieści ciuchy, picie, jedzenie, a w czasie zjazdu także kije, łopatę i sondę lawinową.

ABC lawinowe (detektor, sonda, łopata) biorę tam, gdzie GOPR wydaje komunikaty lawinowe. Pamiętaj, żeby jeździć poza granicami rezerwatów, więc przed wyjściem sprawdź mapę. Regulaminy mówią na ogół o narciarzach, ale tyczy się to też splitboardzistów. Na Skrzycznem pamiętaj podchodzić poza trasami ośrodka. Decyzję o zabraniu sprzętu lawinowego podejmuję przed każdym wyjściem: sprawdzam, czy trasa wchodzi w teren lawinowy, i czytam komunikat GOPR. Lawinowe ABC możesz najpierw pożyczyć, a kupić, kiedy zaczniesz regularnie wchodzić w teren lawinowy. U mnie to były Tatry. Plecak lawinowy ma sens dopiero w dużym, otwartym terenie Tatr i Alp.

Najpierw pożycz, potem kup

Ceny to widełki z polskich sklepów, wypożyczalni i ogłoszeń z października 2026. Modeli nie podaję, bo co sezon zmieniają się kolekcje i wyprzedaże.

Dzień ze splitem, fokami i kijami kosztuje w wypożyczalni 140–350 zł. Najwięcej splitów mają wypożyczalnie skiturowe w Zakopanem. Przy beskidzkich ośrodkach też się są, ale lepiej zadzwonić przed wyjazdem. Część wypożyczalni wysyła sprzęt kurierem, za około 100 zł w obie strony. Lawinowe ABC pożyczysz za 50–70 zł dziennie.

Używany split z ogłoszenia kosztuje 1000–1800 zł, często razem z fokami i puckami. Do tego wiązania za 450–800 zł, czyli razem do około 2600 zł. Nowy komplet to około 4500 zł: deska 1600–4000 zł, pucki około 330 zł, foki 500–600 zł, wiązania 1300–2500 zł.

Kiedy to się zwraca? Wystarczy podzielić cenę sprzętu przez cenę dnia w wypożyczalni. Używany komplet za 2500 zł zwraca się po 13–20 dniach w górach, nowy po 22–30. Jeśli pożyczasz z wysyłką, każdy wyjazd kosztuje około 100 zł więcej, więc zwrot przychodzi parę dni wcześniej. Przy 6–8 dniach w sezonie daje to 2–3 sezony dla używanego splita i 3–5 dla nowego, a używany zawsze możesz potem sprzedać.

Kupowałbym w tej kolejności: najpierw deskę z wiązaniami i fokami, bo na nią idzie najwięcej kasy w wypożyczalni, potem kije (200–750 zł) i harszle (około 350 zł). Buty splitboardowe to 1100–1500 zł z drugiej ręki albo 1350–3000 zł nowe, a Lawinowe ABC 1500–2400 zł. Detektora z drugiej ręki bym nie kupił, bo nie wiem, co przeszedł. Plecak lawinowy to wydatek od około 3500 zł.

Nowy sprzęt kupisz w sklepach górskich i snowboardowych online. Splitów mają mało, więc warto polować na wyprzedaże poprzednich sezonów. Używany znajdziesz w ogłoszeniach i na grupach splitboardowych. Przy używanej desce obejrzyj krawędzie tam, gdzie połówki się łączą, i zobacz, czy haki i zatrzaski nie mają luzu. Foki powinny się jeszcze kleić i włosie nie powinno być wytarte.

Na cebulkę

Są dwa stany na splicie: na podejściu się gotujesz, a na szczycie po paru minutach marzniesz, dlatego ubierz się na cebulkę i przebieraj się kilka razy w ciągu dnia.

Na skórę merino: koszulka, a w mróz też legginsy. Grzeje nawet mokre i nie śmierdzi po całym dniu. Spodnie hardshell mam na sobie od rana do wieczora, zmieniam tylko górę. Kiedy jest zimno, na podejście dokładam cienki polar. Puchówka czeka w plecaku i zakładam ją od razu na szczycie, zanim zacznę przepinać deskę. Kurtkę hardshell wkładam do zjazdu, a podchodzę w niej tylko wtedy, gdy mocno wieje albo pada.

Osobna sprawa to rękawice. Biorę dwie pary: cienkie na podejście i ciepłe do zjazdu. W grubych dłonie spocą się w trakcie podchodzenia, a mokre rękawice na zjeździe już nie grzeją.

Podchodzę w okularach przeciwsłonecznych, a do zjazdu zakładam gogle i kask. Śnieg mocno odbija światło, nawet przy chmurach. Ciuchów nie liczę w kosztach, bo część pewnie masz już z wyjść gór albo snowboardowe ze stoku.

Zanim wyjdziesz

Przed każdym wyjściem czytam aktualny komunikat lawinowy: w Polsce TOPR i GOPR, na Słowacji HZS, w Austrii i we Włoszech regionalne służby lawinowe. Zbiorczą mapę dla Europy prowadzi EAWS. W terenie lawinowym ABC jest w plecaku i umiem z niego korzystać. Szukanie zasypanego przećwicz na kursie lawinowym, zanim będzie potrzebne naprawdę.

W Polsce za akcję ratunkową nie płacisz. Na Słowacji i w Austrii płaci uratowany albo jego ubezpieczyciel, więc przed pierwszym wyjazdem za granicę sprawdź polisę. Łukasz rozpisał to kraj po kraju w tekście Ubezpieczenie na nartach. Kto płaci za akcję ratunkową w górach Europy?.

Na pierwszy beskidzki dzień spakuj:

  • split z fokami i kijami, a jak jest zmrożone, harszle

  • buty, na start twoje snowboardowe

  • merino, cienki polar, puchówkę, kurtkę i spodnie hardshell

  • dwie pary rękawic: cienkie i ciepłe

  • okulary, gogle, kask

  • ABC lawinowe, jeśli trasa wchodzi w teren lawinowy

  • czołówkę, apteczkę i naładowany telefon

  • wodę do picia i jakieś kalorie

Ja zaczynałem na Pilsku z deską na plecach i w rakietach, a resztę zbierałem po kawałku. Ty też nie musisz mieć wszystkiego od pierwszego dnia. Pożycz splita na weekend, zrób przepinkę na dywanie i zobacz, czy cię wciągnie. Na zakupy przyjdzie czas, kiedy będziesz wiedział, czego ci brakuje.